Pewno acz nie udalo jej sie no, jak sadzila. Melissa Mailey, ktora wma-szerowala do wnętrza, spojrzala na nia oraz zapytala stanowczym tonem: Rebeka usmiechnela sie. Chyba dosc skromnie, chociaż taki miala -Daje mi sie, ze moj autor jest wiekszym poliglota niz ciż dwaj lekarze, chociaz zajmuje końcu indywidualnych brakow. Nastepnie zauwazyla Judith wymykajaca sie z kuchni z talerzem pelnym spożywania a na nia przeniosla swoje miazdzace spojrzenie. Przyjacielu, prowadz wyrabia poprzez winnice, oddaj mi przyczyna -Więc zwykłe! - parsknela Melissa. - Jesli zabiega o jezyki, Amerykanie sa strasznymi matolami. - Nauczycielka podparla sie pod końce oraz uraczyla Ni-cholsa oraz Adamsa tymże jednym zdaniem, od ktorego truchleli jej zwolennicy. - Oczywiście co? - zapytala ostro. - Naprawde mysleliscie, ze jestescie z tychże pracowników madrzejsi! -Natomiast co więc narzeka znaczyc? Dwiescie lat postepu usunięte w bloto? Wreszcie wbila wzrok w Rebeke. -Musimy porozmawiac, mloda damo. Wkrotce. Odpowiedz byla nieunikniona. Postawil fotki z renesansem na komin. -Moja corka daje sie niezmiernie ciekawa owym Michaelem Stearnsem - powiedzial lagodnym oraz sympatycznym tonem. Te slowa byly prostym przywołaniem do polemiki. Morris oraz Judith spojrzeli po sobie. -To porzadny mlody czlowiek - rzekla Judith z sprawnym wahaniem. Morris pochylil sie do początku a oparl lokcie na kolanach. -Czytal pan ksiazke, ktora panu dalem? Też o holokauscie? Baltazar skrzywil sie oraz rozlozyl ramiona, jakby probowal odpedzic demony. -Jedynie tyle, ile moglem zniesc, czyli nieduzo. 126 Erie Flint Morris zaczerpnal gleboko powietrza. Morris pokiwal glowa. doktorze Abrabanel. -Swiat, z ktorego pochodzimy, bynajmniej nie byl rajem, doktorze Abrabanel. Ani dla Zydow, ani dla kogoś innego. I kiedy wszedzie panoszyl sie diabel, musieli tez byc tacy, ktorzy spośród nim dążyliśmy. Wstal oraz podszedl do komina. Ktoś obok menory stala niewielka czarnobiala kopia w zawsze ramce. Morris wzial fotki również podal ja starym Rebeki. Wskazal jedyna spośród osob na zdjeciu. Byl więc ograniczony, chudy niczym szkielet mezczyzna, założony w pasiasty stroj. -To moj ojciec. Miejsce, w ktorym wyrządzono też fotografie, zwie sie Bu-chenwald. Tak sie sklada, ze owo blisko stad. - Potem wskazal innego mezczyzne. Wyzszego, wygladajacego zdrowo pomimo śmiecia oraz zdecydowanego zmeczenia, założonego w uniform. -I dziewczyna? -Owo egzystuje Egzemplarz Stearns, dziadek Michaela. Byl sierzantem w amerykanskiej jednostce, ktora wyzwolila Buchenwald z rak nazistow. -Czy wiesz, co probuje ci przekazac, Baltazarze Abrabanelu? -O naprawdę - wyszeptal doktor. - My rowniez o współczesnym snilismy kiedys, w Sefara-dzie. - Zamknal oczy a wyrecytowal z pamieci: Natomiast do tegoż konca radosc niech bedzie ze mna... I jeśli umarl wczesniej niz ty, przyjacielu, wybierz Jakies miejsce, gdzie winnica zakreca, żeby tam wykopac moj grob* Spojrzenie Baltazara powedrowalo ku Melissie.